Gdzie jechać zimą do Włoch? (nie na narty)

Gdzie jechać zimą do Włoch? (nie na narty)

Kolejny wpis na temat Włoch, tym razem wyjazdów zimowych, ale nie na narty. Wpis przesłany przez Alberto prosto z Włoch.

Z jednej strony Włochy zachęcają swoimi niecodziennymi atrakcjami również zimą, ale obraz jaki wyłania się z przesłanego maila nie do końca zachęca do wyjazdów w tą część Europy.

Na początku kilka uwag dla turystów udających się na własną rękę do Włoch zimą, ale nie na narty. Otóż należy zdać sobie sprawę z kilku podstawowych rzeczy.

1) wyjazd zimą nie należy do najłatwiejszych, ani najtańszych. Oczywiście nie spotkacie Państwo tłumów, ani upałów, jednakże miejsca cieszące się dużą popularnością wśród turystów są niestety otwarte nieco krócej. Jest to szczególnie ważne jeśli chodzi o wykopaliska, należy więc w przypadku Pompejów czy Herculanum położonych w Kampani udać się tam wcześnie rano, bo po południu jak zostają na zwiedzenie zaledwie 2-3 godz. np. w wypadku Pompejów jest niewystarczające. Ostatni autobus odwożący turystów na wulkan Wezuwiusz wyjeżdża o godz. 14.30 z Pompejów.

2) zimowy wyjazd nie należy również do najłatwiejszych ponieważ wiele lokali, hoteli pracuje tylko w okresie sezonu, a komunikacja jest zawieszona całkowicie lub częściowo. I tak np. z Salerno nie można się dostać na niektóre wyspy zatoki Neapolitańskiej oraz promem do Amalfi. Nie kursują też normalne czy specjalne autobusy. Do normalnych zaliczam przewożące młodzież do szkół, które nie kursują w okresie przerw, np. w czasie karnawału. Wtedy trwa dość długa przerwa w nauce. Do specjalnych zaliczam prywatne autobusy przeznaczone dla turystów. I tak np. istnieje prywatna firma przewozowa, która przewozi chętnych z wykopalisk w Paestum, do „najmłodszych stażem” położonych w miejscowości Velia. Najmłodszych stażem tzn. odkopanych stosunkowo niedawno, no i nie wszyscy wiedzą o ich istnieniu. Velia jest oddalona jakieś 40 km od Paestum. Firma zawiesza swą działalność w zimie. Działający doskonale środek transportu jakim jest prywatny pociąg Italo, w okresie zimy nie daje do dyspozycji swoich autobusów dowożących chętnych na wybrzeże Cilento.

A w ogóle planując pobyt we Włoszech należałoby się upewnić czy …….komunikacja w ogóle działa bowiem nie zapomnę jakie wrażenie zrobiło na mnie wyznanie jednego z poważnych prof. uniwersytetu prof. Falcone, który ze względu na duże kłopoty ze wzrokiem nie mół sobie kupić samochodu. Mieszkał w mieście uniwersyteckim małych rozmiarów, a dokładniej mówiąc w jego frakcji, skąd do uniwersytetu dzieliło go około 7-iu kilometrów. Niestety był okres, stosunkowo długi, w którym komunikacja nie działała, bo zbankrutowała, nawet powiedziawszy szczerze się nie dziwie, że tak się stało bowiem na południu jest nagminne nie kasowanie biletów. Otóż by udać się do pracy musiał codziennie albo korzystać z samochodu swego asystenta, jak pokrywały się godziny pracy, albo udawać się dużo wcześniej na główną szosę i tam ….łapać autostop. Denerwował się tym okropnie, wstawał już o piątej rano by być na miejscu o godz ósmej. Być może ten ciągły stres, w którym przyszło mu żyć przyczynił się do jego przedwczesnej śmierci.

Należy również zdać sobie sprawę z faktu, że Włochy to kraj górzysty i kolej jest wprawdzie dobrze rozwinięta, ale nie wszędzie. I tak dla przykładu, 80 km dzielących miasto Turyn od miasta Biella pociąg z jedna przesiadką pokonuje mniej więcej w ciągu godziny. Taka sama odległość pomiędzy Salerno a Benevento (a warto tam jechać – znajdują się tam zabytki wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO) pociąg pokonuje w przeciągu prawie trzech godzin. A to co jest dla mnie prawdziwą zagadką, to fakt, że w internecie można kupić bilet kolejowy w relacji Salerno Benevento i jest napisane, ze autobusem tam się dostać nie można, a na stacji kolejowej w informacji uprzejmy kolejarz poinformował mnie, ze linia kolejowa jest od dwóch lat przerwana oraz, ze należy dostać się tam autobusem kupując bilet w biurze podróży.

Ponadto najtańsze są u nas pociągi regionalne, te oczywiście jadą najdłużej, w wielu wypadkach kursują tylko wcześnie rano, a gdzieś od godz 9 -ej można dostać się w to samo miejsce tylko pociągiem super szybkim, którego cena jest ze trzy razy wyższa. Ktoś nie znający naszej rzeczywistości naiwnie wydedukuje, że zapłaci więcej, ale przybędzie na miejsce dużo szybciej – nic bardziej błędnego. Z rozkładu jazdy wynika, że podróż trwa tyle samo, bądź oszczędzi się tylko z 10 minut. Jak to się dzieje. nie umiem wytłumaczyć. Dlatego o ile nie dysponuje się własnym samochodem, noclegów szukać należy w dużych miastach lub przy nich, a nie w małych , bo w dużych jest autobus prywatny i państwowy do dyspozycji, a także kolej.

Wprawdzie ceny za wynajęcie mieszkań prywatnych czy hoteli są dużo wyższe w okresie sezonu, którego szczyt przypada na lipiec i sierpień, a w okresie zimy z reguły są niższe ale pisze z reguły bowiem w okresie przepięknej imprezy świateł hotelarze są upoważnieni do pobierania opłat podwyższonych nawet o 100%. Impreza ta odbywa się corocznie w Salerno od piątego listopada począwszy, natomiast z reguły kończy się ze świętem Trzech Króli. Jedynie w roku bieżącym została przedłużona do 22-go stycznia, ponieważ pieniądze na ten spektakl dała Wspólnota. I to dużo mówi się oficjalnie o milionach euro.

Podkreśliłem, że pobyt w zimie w całych Włoszech nie należy do najtańszych bowiem często planując go nie bierze się pod uwagę sytuacji klimatycznej naszego kraju. Otóż w zimie należałoby się udać na południe – tam jest z reguły dużo cieplej niż na północy, na zewnątrz można więc zwiedzać o ile nie pada i nie marznąć, ale przebywając w domach wymagane jest ogrzewanie, którego skromniejsze hotele nie mają, niektóre mieszkania prywatne dysponują ogrzewaniem etażowym, ale za dopłatą. Mam tu przed sobą rachunek za gaz; nawet o ile nie używa się gazu i tak trzeba uiszczać opłaty stałe, wprawdzie sam gaz nie jest zbytnio drogi, ale opłaty za jego dostarczanie, dystrybucje są wysokie, w efekcie czego koszt jest wysoki. Stąd by nie marznąć należałoby wybierać hotele od trzech gwiazdek wzwyż, a to u nas kosztuje. Nie należy się również dziwić o ile i tam okresowo kaloryfery będą zimne, bowiem w zależności od regionu w dzień pomieszczenia mogą być ogrzewane tylko przez kilka godzin, a temperatura nie może przekraczać 20 stopni. W nocy ogrzewanie nie funkcjonuje. Małe piecyki elektryczne na nic się nie przydadzą tylko służą do powiększenia rachunku. Uczulam na tym punkcie bowiem sam swego czasu marzłem w Rzymie i to do tego stopnia, ze spaliśmy w czapkach futrzanych w domach normalnych nie letniskowych.

O ile na południu znajdą Państwo nocleg w niezbyt zachęcających na pierwszy rzut oka starych domach z jasno żółtego tufu zarówno w lecie jak i w zimie nie należy się kierować pierwszym często niepochlebnym wrażeniem bowiem jest w nich z reguły czysto i ładnie, a grube mury tego typu pomieszczeń wpływają na to, że w zimie jest tam cieplej, w lecie chłodniej.

Są osoby, które w swoich poszukiwaniach kierują się miejscami romantycznymi, w zimie należy kierować się praktycznością. I tak niewiele da siedzenie w małych mieścinach na wybrzeżu Amalfi czy Sorrento, gdzie komunikacja kursuje niezbyt często. Bo na mapie odległość jest niewielka, ale …w linii prostej, uwaga ta dotyczy połączeń autobusowych, autobusy jeżdżą linia okrężną. Natomiast pociąg circumvesuviana pokonuje odległość Napoli Sorrento w ciągu 1 godz. i 10-u minut za 3, 60 Euro. To tak na rozkładzie i powiedziałbym w teorii, bo na południu pociągi bardzo często się spóźniają. Dlatego radzę turystom nie posiadającym własnego środka lokomocji by planowali podróż rozważnie… Spotykam się bowiem często z pytaniami dotyczącymi 4-o dniowego pobytu w Kampani, podczas którego chcą zwiedzić Neapol, miasta na wybrzeżu Amalfi i Sorrento, wykopaliska w Pompejach, wejść na Wezuwiusz, a nawet zobaczyć wygasłe wulkany na polach Fregrejskich, no i koniecznie zwiedzić rezydencje królewską w Casercie. Otóż tego typu plan to szaleństwo. W zimie z powodów technicznych wszystkiego zobaczyć się nie da to raz, a dwa o ile zwiedzi się pobieżnie niektóre zabytki, do innych się niestety nie dotrze i pozostaje uczycie niedosytu.

Niestety miejsca, szczególnie rezydencje królewskie, które udostępniają również ogrody do zwiedzania są wprawdzie otwarte, ale ogrodów w większości przypadków zobaczyć nie można. Tak jest w wypadku pięknego pałacu w Racconigi – Piemont, Venaria Reale, czy znanej chyba wszystkim Caserty – tam była kręcona pierwsza i częściowo druga część filmu „Gwiezdne wojny”. Z ostatniego wywiadu z dyr. tej placówki wynika, że z 400 tys. odwiedzających rocznie liczba ta wzrosła do 650 tysięcy w zeszłym roku, co jednak w porównaniu z Wersalem , który ma ich rocznie 7 milionów „ stawia nas na pozycji krasnala i musimy skromnie twierdzić, że tylko nim jesteśmy”- tak ocenił ten wzrost nowy dyrektor. Biorąc jednak pod uwagę odległość , położenie Caserty, coraz droższe ceny począwszy od nowego roku 2017 za autostradę, droższą benzynę począwszy od kwietnia 2017 i wszędzie płatne postoje oraz niechęć okazywana nowemu dyrektorowi, jak również sprzeciwy ze strony pracowników mieszkających wewnątrz pałacu i płacących przysłowiowe grosze za mieszkanie myślę, że nie ma wielkich szans na dorównanie rezydencji leżącej pod Paryzem pod względem ilości odwiedzających.

Jeśli chodzi o wystrój, piękno to dorównujemy. Ponieważ ogrody rezydencji królewskiej są bardzo rozległe, turyści mieli możliwość wypożyczenia rowerów, by się móc swobodniej poruszać. Czy nadal taka możliwość istnieje to trudno jest mi powiedzieć bowiem jesienią 2016 roku pomimo istniejących telekamer (a może nie funkcjonujących jak to często u nas bywa ), obecności stałej siedmiu strażników , złodzieje ukradli incaso za bilety i ….spokojnie odjechali na rowerach stojących do dyspozycji gości…. oczywiście nikt przydzielony do pilnowania niczego nie zauważył. Nie należy również zapominać, że w samej Casercie i okolicach jest do zwiedzania nie tylko rezydencja królewska i ogrody, ale także stare miasto, oraz akwedukt, most w Maddaloni, wraz z miejscem, gdzie są złożone kości Garibaldczykòw poległych pod Volturno.

Niedaleko od Caserty jest miejscowość San Leucio, a mówiąc dokładnie stanowi ona frakcje Caserty oddalonej od gminy macierzystej tylko o 3 i pół kilometra. Można tam oglądać Belvedere, czyli rezydencję królewską, kaplice, a przede wszystkim – fabrykę świetnie zachowaną luksusowych materiałów. Na oglądanie tej fabryki, jak informuje jej biuro turystyczne, należy przeznaczyć półtorej godziny. Do dnia dzisiejszego kobiety we Włoszech walczą o to by pracując na tym samym stanowisku co mężczyźni otrzymywały to samo wynagrodzenie. W tej fabryce takie wynagrodzenie otrzymywały, a proszę pamiętać, że cofamy się mniej więcej 200 lat wstecz. Na miejscu była szkoła, a raczej szkoły, do której zapisywało się dzieci sześcioletnie, obowiązkowa do 15-go roku życia i bezpłatna. Dla porównania dzisiaj jedynie pięcioklasowa szkoła podstawowa jest bezpłatna. Były też mieszkania dla pracowników zbudowane porządnie w sejsmicznym terenie do dziś zamieszkałe. Kto chciał się zaręczyć czy ożenić mógł to zrobić w jeden dzień w roku i musiał mieć możliwość zabezpieczenia bytu swej rodziny. Do pracy bowiem można było iść po ukończeniu 15-u lat, ale młodociany pracował mniej niż dorosły, w ówczesnej Europie był to pierwszy przypadek zdobyczy socjalnych.

Flagi Buckingham Palace, zasłony w Watykanie, w Białym Domu były zrobione z jedwabiu tam produkowanego. Od niedawna zakłady w San Leucio są wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Od wielu lat u nas się podkreśla fakt, że Francuzi, nasi konkurenci w dziedzinie turystyki umieją sprytnie swoje zabytki podkreślać i sprzedawać, jak to się u nas mówi „jak dym”. Może to i prawda, ale jeśli zanalizujemy przyczyny dla których minister Franceschini ubolewał nad faktem, ze tylko 17% wszystkich przyjeżdżających do Włoch odwiedza południowe Wlochy to widać z nich jasno, że coś tu jest nie tak. Pamiętam zdumienie jakie wywołałem gdy na zajęciach z marketingu powiedziałem wykładającemu, że widziałem w Polsce gratisowe autobusy, które przewoziły klientów do dużych supermarketów, za darmo no i moim zdaniem można by coś takiego zorganizować by np. chętni mogli zwiedzić przepiękne opactwa jakie posiada region w Paduli czy Cava dei Tirreni. Wprawdzie do miasta Cava jest stosunkowo łatwo dojechać, ale opactwo otwarte jest tylko rano i położone parę kilometrów poza miastem, do którego można dostać się samochodem. Cóż z tego, że mamy zabytki jak do nich dojechać nie można lub po prostu niszczeją, o zawaleniu się domu gladiatorów w Pompejach świat się dowiedział, miesiąc temu. A gwoli ścisłości w Turynie, gdy chce się jechać do Ikei położonej poza miastem wystarczy o określonej godzinie wziąć autobus, w drodze powrotnej należy pokazać kwitek, że coś się kopiło wtedy przejazd jest za darmo. Na południu w Baronissi, gdzie często bywam jest Ikea ale trzeba do niej dotrzeć samemu i to tylko samochodem. W okresie zimowym jest co roku epidemia grypy, mniej lub więcej ciężkiej i od roku 2014 epidemia zapalenia opon mózgowych, w pierwszym wypadku należałoby przywieźć ze sobą zapas leków, bo tu wprawdzie można je kupić, ale są dużo droższe niż w Polsce. W drugim wypadku należałoby się zaszczepić już w Polsce, bo z ostatnio nadanej audycji telewizyjnej, w której wzięła udział pani minister Lorenzin dowiedzieliśmy się, ze tylko w Toskani jest 2000 przypadków w tym śmiertelne i ze szczepionek u nas zabrakło. Na ten temat mało i niechętnie się mówi, ale powszechnie wiadomo, że wirus odporny na antybiotyki został przywleczony z Afryki. Trudno zresztą zrozumieć, gdzie jest prawda bowiem w lutym telewizja podała wiadomość, że zmarła pani dr 56-o letnia w Mediolanie oraz, że szczepionki już są. Zwracam uwagę na fakt, że stan pogotowia ratunkowego jest u nas w większości bardzo zły, karetki nie jeżdżą wszędzie oraz, że za niektóre badania wykonane na pogotowiu trzeba płacić.

W okresie zimowym należałoby zaplanować swój urlop od dnia 8-go grudnia począwszy od oglądania szopek Bożego Narodzenia. Wprawdzie to święty Franciszek uchodzi za ich pomysłodawcę, ale jedna z pierwszych szopek zobaczyć można we wspomnianym już wyżej pałacu w Casercie. Miejsc, gdzie te szopki są w kościołach przede wszystkim jest bardzo dużo, ja wymienię tylko te, które dobrze znam. W każdym mieście i w każdym katolickim kościele się one znajdą, ale są zupełnie inne od polskich. Scenografia szopek i ich wystrój nawiązuje w zasadzie do Palestiny będącej pod rządami rzymskimi. Kto chciałby zobaczyć, a nawet zamówić sobie pasterza mającego własne rysy może to zrobić w Neapolu, gdzie jest cala ulica rzemieślnik- artystów, którzy produkują wszystko co do urządzenia szopek potrzeba, nie chodzi więc tylko o ruchome figurki np. rybaków rozwieszających sieci, czy sprzedawców kramów sprzedających jajka czy sery, ale i o akcesoria typu płynący potok czy rzeka, tryskająca fontanna, palące się ogniska. Ludzie zamożni przyjeżdżają ze zdjęciami swoich zwierząt i te są odtwarzane za minimum 159 euro. Otóż na północy polecam miasto Turyn, gdzie co roku u Salezjanòw jest wystawa szopek. Są tam różne szopki miniaturowe zrobione w butelce, wyrzeźbione z drzewa, robione na szydełko czy ze skorupek jajecznych. Uwagę wszystkich jednak przykuwa przepiękna szopka wykonana przez pana Antonio Pavone, którego znam osobiście. Jest z pochodzenia Sycylijczykiem, a szopki czy w ogòle majsterkowanie to jego wielka pasja. Pracując przez wiele miesięcy i to gratis wykonał z polistyrolu przepiękne scenerie, ziemie koloru złocistego przywiózł aż z Sycyli i tam zakupił postacie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że postać najmniejsza to wydatek rzędu 100 euro, to możemy powiedzieć, że wydał majątek. Na uwagę zasługuje fakt, że odtworzył cztery fazy dnia; najpierw wioska budzi się do życia, słychać nawet pianie kogutów, potem dzień, kobiety pióra w rzece, ktoś robi sery, potem stopniowo zapada mrok, by wreszcie zapadła gwiaździsta noc. Ta wystawa oraz mniejsza organizowana w piwnicy kościoła San Alfonso jak i przepiękna niewielka szopka również zawierająca figurki częściowo ruchome znajdująca się w kaplicy Matki Bożej z Lourdes są darmowe, natomiast za obejrzenie przepięknej szopki w kościele przy via Po róg San Ottavio trzeba płacić. Jeśli dodam, ze można spacerować i zachwycać się pięknie udekorowanymi lampionami przy placu San Carlo i tam podziwiać prawie dwa identyczne kościoły stojące obok siebie czy wypić kawę w historycznych kawiarniach, oraz, że do drugiego pod względem ważności na świecie muzeum egipskiego jest mniejsza niż w lato kolejka to choćby dlatego warto do Turynu przyjechać, nie zapominając, że w jego muzeach historycznych jest dużo polonikòw. Wieczorem natomiast gdy zapalają się światła luci d’artista miasto ma urok niepowtarzalny. Tego typu impresa świateł odbywa się również corocznie w Salerno i przyciąga tysiące turystów, nie tylko z Europy, ale i z obu Ameryk. Według wypowiedzi byłego burmistrza Salerno hotelarze w czasie trwania tej imprezy są upoważnieni do powiększania opłat za hotele nawet o 100% , a miejsca w nich są rezerwowane już w sierpniu. W roku 2016 po raz pierwszy Wspòlnota dala pieniądze na te imprezę i mówiono, że chodziło o miliony euro. Dla orientacji podaje, ze wtedy ceny noclegu w b&b startują od 50 euro na osobę, ja płacę dużo mniej, ale dlatego, że jestem częstym klientem. W czasie tej imprezy zobaczyć można rzeczy niepowtarzalne; od zeszłego roku magiczne koło, widziałem takie w Wiedniu w parku rozrywki, podświetlone pingwiny stojące na falochronach portu, wszystkie ulice przyozdobione girlandami kwiatów sporządzonymi ze świateł, a w miejskim parku wiewiórki, krasnale spuszczające się z drzew bananowych, dyliżans, rosnące grzyby, motyle oraz postacie z bajek jak Alladyn czy Alicja z krainy czarów. Oglądanie tego wszystkiego ma niesamowity urok i stanowi doskonała rozrywkę dla dzieci, a pożytkiem dla ich zdrowia bowiem morze jest bardzo zasolone, klimat łagodny i wpływa to dodatnio na drogi oddechowe. Dla najmłodszych jest specjalny duży park, gdzie mogą się bawić do woli, o ile oczywiście nie będzie deszczu, w razie gdyby padało jest możliwość obejrzenia ogromnej wystawy kaktusów znajdującej się pod dachem, lub spacerowania pod podcieniami pobliskiego miasta Cava a wieczorem i tam można przy jednym z kościołów zajść do baru czy kawiarni i obejrzeć szopkę, gdzie zwierzęta są naturalnej wielkości. Jeśli nie można się zmieścić czasowo w okresie do 6-go stycznia tj. gdy większość szopek jest nielikwidowane nie znaczy to, ze nie ma innych atrakcji bowiem zaczyna się radosny czas karnawałów. W zasadzie odbywają się pochody karnawałowe w każdym większym mieście włoskim, do tego są jeszcze uroczystości dodatkowe jak np. sagre czy to czekolady w Turynie czy produktów typowych z regionu Kampania.

fot. Karnawał – Włochy Santhia

Wybierając się w jakiś region należy sprawdzić, kiedy odbywają się pochody karnawałowe, daty te są podane w internecie z dość dużym wyprzedzeniem. W Piemoncie mamy co najmniej dwa karnawały godne wspomnienia: historyczny, bo jego początki sięgają 14-go wieku, w Santhia, oraz ten w trakcie którego odbywa się pojedynek powozów, a siedzący na nich bija się pomarańczami, te są specjalnie dowożone pociągiem z Sycyli.

Karnawał – Ivrea – walka na pomarańcze

W trakcie karnawału w Piemoncie w ogromnych naczyniach z miedzi przygotowuje się gorącą potrawę z fasoli, jest możliwość spróbowania. O ile ktoś zechciałby wziąć udział w ciekawym karnawale w Vercelli, niestety rozlegle pola ryżowe są w tym okresie puste, nie będzie więc możliwości poczucia się jakby się było w Azji za to jest możliwość wypróbowania różnego rodzaju piw ponoć ponad 1000 gatunków w specjalnym lokalu tego miasta. To co napisałem tutaj to tylko minimalna część atrakcji, która może czekać na podróżników. Rozmawiając z Polakami przekonałem się, że oni prawie nic o nich nie wiedzą. W zasadzie większość sięga po przewodniki, niemniej jednak nie są one tak dokładne jak u nas, bowiem u nas są przewodniki poświęcone regionom i stąd bardzo dokładne. Dobra więc rada byłoby zwrócić się do kogoś kto te tereny zna, bowiem nie wystarczy spojrzenie do internetu. Jeden z Polakòw, były komendant policji na moja uwagę, że moi przyjaciele opłacając zadatek za noclegi pod Ankona zostali oszukani i nigdy nie odzyskali swoich pieniędzy oraz pamiętać o tym, że rezerwować noclegi w dużych miastach lub bezpośrednio przy nich, rezerwując w małych szczególnie na wybrzeżu Amalfi można zostać odciętym, oczywiście nie zupełnie, a częściowo, co przy nieznajomości języka i stosunkowo rzadkiej komunikacji w zimie prowadzi do ogromnej straty czasu i pieniędzy. Wczoraj tj. 13-go lutego podano w naszej telewizji apel o przyjazdy w regiony dotknięte trzęsieniem ziemi. To prawda, że ci ludzie potracili wszystko nie tylko domy, ale i miejsca pracy, przekazuję więc ten apel, ale z drugiej strony o ile nadal są tam wstrząsy i może ich być około 300 w ciągu jednej nocy kto będzie ryzykował? Sytuacja Włoch jest bardzo trudna pod względem gospodarczym więc każdy Państwa przyjazd może okazać się pomocnym dla jej rozwoju.