Karaiby - podróże po Antylach Holenderskich - cz. 2

Karaiby - podróże po Antylach Holenderskich - cz. 2

Poznając życie mieszkańców wyspy, można zauważyć jedną prawidłowość, że „czas to nie pieniądz”. Jest takie powiedzenie tutaj, na Karaibach „człowiek uczy się” jak nie stracić więcej czasu, a nie jak go zyskać…

20 stycznia 2007 r.

GG – opis: „Kokosy leżą jak u nas kasztany”.
GG – opis: „Uważajmy na spadające kokosy

fot. Muszle i korale to jeszcze inne skarby tego kraju

 

fot. Tak wygląda tropikalna ulewa

 

fot. Jedna z uliczek w Pilisburgu

 

fot. Miejscowe graffiti

26 lutego 2007 r.

Witam!

Trzeci weekend przeleciał. W tym tygodniu i we wszystkich następnych dominować chyba będzie słowo „czekam”… we wszystkich odmianach!
Otóż…
Poznając życie mieszkańców wyspy, można zauważyć jedną prawidłowość, że „czas to nie pieniądz”. Jest takie powiedzenie tutaj, na Karaibach „człowiek uczy się jak nie stracić więcej czasu, a nie jak go zyskać…

Przytoczę taką historię:
Mam stacjonarny komputer, którego nie mam za bardzo na czym postawić, bo stół w moim mieszkaniu jest okrągły. Poprosiłem właściciela o stół prostokątny pod komputer w poniedziałek powiedział – spoko – uzgodniliśmy wymiary, miałem dostać go następnego dnia, czyli we wtorek. Tymczasem we wtorek nie było ani jego, ani recepcjonistki. Środa – udało mi się złapać właściciela. Facet jakby obudził się ze śpiączki… od nowa ustaliśmy wymiary stołu i że dostanę go dzisiaj. Po południu złapał mnie i powiedział, że lepiej będzie jak sobie kupię nogi do stołu sam, bo będę wiedział, jakie sobie wybrać, powiedziałem, spoko i pognałem na drugi koniec wyspy, do sklepu, żeby je kupić zajęło mi to 3 godziny… Niestety, już właściciela nie złapałem w środę. W czwartek znowu nie ma nikogo może oni pracują tylko w dni nieparzyste tygodnia!!!!!??? Piątek – udaje mi się złapać recepcjonistkę… mówi, że blat stołu będzie wieczorem do odbioru. Rzeczywiście… Wieczorem przed moimi drzwiami czekały na mnie na biało pomalowane drzwi (sic!), niestety z otworami. Bez komentarza….

fot. Miejscowy targ – Antyle Holenderskie

Historia druga:
Ciągle ofertuje wykonawców, w tym celu potrzebuje kilka egzemplarzy dokumentacji projektowej, żeby mieli na czym zrobić swoje obmiary i wyceny. Jest tutaj całkiem spore centrum kopiowania dokumentów, coś w stylu General Copy. Zaniosłem w poniedziałek dokumentacje odebrał ją sympatyczny miejscowy (dalej zwany Localem). Umówiłem się 2 godziny później. Przyjechałem, murzynek Local rozłożył ręce i mówi: “pcie pana , nie skończyć, bo rola papieru w maszynie ma 26 cali a potrzeba 36 cali, jak się ta skończy, wsadzę 36 cali i zrobię”.
Pytam się na kiedy??????? Uzgadniamy, wtorek około 10 rano. Przyjeżdżam we wtorek obsługuje mnie starsza Localka… młody Local daje mi po 6 kopii części rysunków (zamawiałem dwie!!!!!!) i donosi jeszcze następne kopie (chyba przysnął przy maszynie albo źle wcisnął i nie wiedział jak cofnąć ilość kopii). Ale ciągle jest to tylko część dokumentacji.
Pytam – gdzie reszta? Local rozkłada ręce i mówi, że skończył się papier…
Pytam – na kiedy będzie reszta?
Uzgadniamy, czwartek…… Bez komentarza.

Nie dość, że trzeba robić tak, żeby więcej czasu nie stracić to jeszcze trzeba raczej z góry przyjąć, że to czego oczekujemy, może bardzo odbiegać od jakiegokolwiek europejskiego standardu… Przyznaję, że na początku to wszystko wyprowadzało mnie całkiem z równowagi… teraz staram się wziąć głęboki oddech i uśmiechać się – coraz lepiej mi to wychodzi.

Byłem w kinie!!!!!!- nieważne na czym, jakiś amerykański filmik, który do nas chyba nigdy nie dojdzie, samo kino się liczy.
Otóż kino tutaj jest miejscem spotkań towarzyskich i możliwością pokazania się…. 95 % to sami Locale . Panowie bardzo, bardzo obłożeni zlotem, złote czapki, koszulki, bluzy i łańcuchy, zegarki, popularne są tutaj też diamenty w uzębieniu. Chyba od ilości złota zależy status… tak mi się wydaje. Trzeba więc kupić obowiązkowe kilo kukurydzy i litr napoju i wchodzimy na salę… Oczywiście do wyboru są hot-dogi, hamburgery i inne urozmaicacze… Telefony w czasie seansu można odbierać… a jeśli się film nie podoba to wychodzimy w trakcie do równoległej sali może tam będzie coś ciekawszego….

Sjesta jest świętą porą, między 12/30 a 14/30 zamykane jest wszystko… Słychać w mieście tylko szum opuszczanych żaluzji sklepowych (a bardziej ich zgrzyt, bo sól się wżera wszędzie).

Na dzień dzisiejszy dużo jeżdżę, spotykam się z firmami produkującymi beton, dostarczającymi stal, geodetami, geotechnikami. Nie wiem, czy materiały będziemy ściągać z Polski? Dlatego porównuję… Może skończyć się na tym że założymy tutaj firmę budowlaną i zatrudnimy ludzi… tak może być najlepiej… Niestety firmę zakłada się tutaj minimum pół roku, ale jest opcja kupienia istniejącej firmy i dostosowania jej do własnych potrzeb.

Pozdrowienia.
Łukasz Górzyński