Algarve w Portugalii - miłość od drugiego wejrzenia

Algarve w Portugalii - miłość od drugiego wejrzenia

Algarve to region na południu Portugalii, który pokochaliśmy dopiero od drugiego wejrzenia, dosłownie i w przenośni. Jesteśmy przekonani, że wiele osób zakocha się w tej części Europy, tak samo jak wielu już tu nigdy więcej nie będzie chciało przyjechać. Wszystko zależy od nastawienia, oczekiwań, a także wyobrażenia z jakim tu przyjedzie. Dlaczego? Poczytajcie.

Wakacje lato 2020 - przedsprzedaż

Pierwsze spotkanie z Algarve

Pierwszy raz odwiedziliśmy to miejsce całkowicie „przejazdem”, przylatując do Faro, gdzie spędziliśmy 2 dni, a później podążyliśmy na północ, a dokładnie do Lizbony. Było to kilkanaście lat temu. Z tamtego czasu pamiętamy jedynie piękne, klifowe wybrzeże i… lodowatą wodę w ocenie. Wówczas był to koniec września. W sumie, to nie zachęciło nas to miejsce, aczkolwiek pośpiesznie „złapane”, nie miało takiej szansy i postanowiliśmy dać mu drugą szansę.

Algarve, Portugalia – ścieżka na klifie – dojście do plaży Praia Nova

Pierwsze spotkanie z południową Portugalią nie zachwyca

Tym razem czas jest bardziej łaskawy, w Algarve jesteśmy całe dwa tygodnie i wygląda na, to że dane nam będzie nieco więcej poznać ten piękny region, który przez wieki był uznawany za koniec świata, a z którego to wielcy portugalscy odkrywcy wyruszali na dalekie wyprawy i zdobywali świat.

Lot mamy niestety nocą, a do hotelu przyjeżdżamy wcześnie rano. Pokoje hotelowe dostępne dopiero ok. godziny 14-stej. Wprawdzie udało się w samolocie nieco zdrzemnąć (lot do Faro z Katowic trwa około 4 godziny), ale mimo wszystko braki snu można było odczuć. Na szczęście hotel od razu umożliwił nam korzystanie z pełnej infrastruktury (za wyjątkiem pokoju oczywiście). Oddaliśmy więc nasze bagaże do przechowalni i mając opcję all inclusive od razu udaliśmy się na śniadanie i poranną kawę.

Przeczytaj również: Czy dostanę pokój zaraz po przyjeździe do hotelu w nocy lub nad ranem?

Hotel znajdował się blisko plaży, jak się później okazało, wielu plaż. Posileni, mając jeszcze blisko 5 godzin do odebrania kluczy, udaliśmy się na plażę. O tej porze (jeszcze przed godziną 10-tą) nie było za dużego tłoku, piasek miło głaskał nasze stopy, a słońce już delikatnie ogrzewało nasze ciała. Pięknie można by rzec, ale… lekko wiało, nawet powiedzieć można, że było chłodno.

Algarve, Portugalia – Plaża Praia Nova

Pora na spotkanie z oceanem. Piękny, majestatycznie oblewający swoimi wodami przybrzeżne, potężne klify. Tak szybko jak zaczęliśmy zachwycać się widokami, tak szybko przy zetknięciu z oceanem czar prysł – zmroziło nam stopy, kostki, a następnie całe ciało. Gęsia skórka zalała nas od małego palca u nogi, po czubek nosa. Temperatura wody wyraźnie nam dała sygnał, że nie zaprzyjaźnimy się podczas tego pobytu, a w planie mieliśmy przecież kąpiele słoneczne połączone z pływaniem w oceanie, odkrywaniem uroczych plaż, gdzie każdorazowo mieliśmy się także zanurzać w Atlantyku. Nic z tego. Szczerze – jak macie niską tolerancję na temperaturę wody, to zdecydowanie odradzamy Wam Algarve, czy też w ogóle Portugalię – tutaj tak ciepłej wody jak np. w Turcji, na Cyprze, w Grecji nigdzie nie uświadczycie.

I co teraz? Jest pięknie, hotel bardzo przyjemny, a pływanie ma się skończyć jedynie na odkrywaniu uroków wód hotelowych basenów? Czego szczerze mówiąc nie cierpimy, bo i po co lecieć tyle godzin, aby później oglądać kafelki w dnie basenów – równie dobrze można to robić w Polsce, bez zbytecznego wysiłku i dodatkowych kosztów… No dobrze, w planie mieliśmy jeszcze zwiedzanie, aczkolwiek to 2-3 dni, w zależności na ile pozwoli budżet na wypożyczenie samochodu (a w Portugalii niestety nie jest tanio, wręcz przeciwnie, ale o tym jeszcze napiszemy).

Piękne Algarve – miłość jednak przychodzi

Już wypoczęci, rozpakowani w hotelowym pokoju, na drugi dzień zaczęliśmy inaczej patrzeć na świat. I to jest prawdziwe drugie podejście do poznania, pokochania Portugalii.

Po śniadaniu, zabraliśmy sprzęt do plażowania i poszliśmy odkrywać plaże, na początek tą już znaną, blisko hotelu. Warto tutaj dodać, że koniecznie musicie używać kremów do opalania z wysokim filtrem, ponieważ słońce jest niemiłosiernie mocne i mimo przyjemnie chłodzącego wiatru znad oceanu (teraz ten wiatr już oceniamy jako przyjemny), to bez kremów poparzenia gwarantowane – widzieliśmy kilku śmiałków, którzy pewnie byli zaskoczeni na drugi dzień, że mimo braku odczuwania upału, wyglądali jak czerwonoskórzy indianie.

Algarve, Portugalia – tunel w klifie łączący dwie plaże

Na miejscu odkrywamy tunel w klifie, który pozwala przejść na plaże obok (można też górą, widokową ścieżką po klifie – tą odkrywamy dzień później). Po przejściu, tunelem jak w opuszczonej kopalni, naszym oczom ukazała się malownicza, duża plaża o żółtawych klifach, łagodnie schodząca do oceanu, którego kolor aż trudno opisać. Pięknie.

Dalej lekko wiało, a woda wcale nie stała się cieplejsza. Zaczęliśmy jednak inaczej na to patrzeć. Znamy dobrze przecież nasz Bałtyk, który do najcieplejszych nie należy. Postanowiliśmy podjąć próbę kąpieli. Łatwo nie było, wejście zajęło dobrych kilka minut. Było chłodno ale było też i zaskoczenie. Woda okazała się cudownie przyjemna do pływania, po chwili wciąż odczuwaliśmy chłód, ale już nie taki przeraźliwie mrożący, ale miło chłodzący ciało, które dopiero co rozgrzało się portugalskim słońcem. Nie chciało się wychodzić.

A po wyjściu z wody odczuwa się cudowne promienie, które szybko rozgrzewają ciało. Już się zakochaliśmy i to w takim niecodziennym uroku chłodnego oceanu, zupełnie innym, niż na początku oczekiwaliśmy. Znamy jednak wiele osób, dla których takie piękno wód oceanicznych nie będzie przekonywujące…

Również wiatr znad oceanu, który się nam na początku nie spodobał, teraz ocenialiśmy jako zbawienny, pozwalający wytrwać na „piaszczystej patelni” między klifami. Jest lipiec, a słońce wyjątkowo praży, nawet do późnych godziny popołudniowych. Miłośnicy opalania będą zachwyceni.

Wybrzeże Algarve utwierdza nas, że to będzie jednak miłość

Nie można jednak wybrać się do Algarve tylko po to, aby spędzać czas na hotelowych basenach, czy przy najbliższej hotelu plaży. O nie!

Koniecznie powinniście zobaczyć więcej. Idealną opcją jest wypożyczenie samochodu i zwiedzanie południa Portugalii krok po kroku, jeżeli tak można powiedzieć. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Wybrzeże jest po prostu piękne.

Algarve, Portgualia – Przylądek Świętego Wincentego
Algarve, Portugalia – latarnia na Przylądku Świętego Wincentego

My tak zrobiliśmy – wypożyczyliśmy auto na zwiedzanie Algarve, a wcześniej jeszcze, wybraliśmy hotel niedaleko Porches – ok. 40 minut drogi z lotniska w Faro, z której to lokalizacji mieliśmy idealną bazę na odkrywanie zarówno wschodniej, jak i zachodniej części regionu.

Algarve, Portugalia – miasteczko Silves

W jeden dzień pojechaliśmy na zachód, odwiedzając po drodze Silves, Lagos, Sagres i na koniec cudowny, zapierający dech w piersiach Przylądek Świętego Wincentego (to magiczne miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć, a jak będziecie mieć okazję to wybrać się tam na wspaniały zachód słońca).

Algarve, Portugalia – jedna z uliczek w Silves
Lagos, Algarve – promenada u wejścia do portu
Pomnik Henryka Żeglarza w Lagos, Algarve
Pomnik Henryka Żeglarza w Lagos, Algarve

Na drugi dzień pojechaliśmy na wschód – do Taviry, Olhao i Faro.

Tavira, Algarve – widok na stare miasto
Olhao – przepięknie przystrojone parasolkami miasteczko w Algarve
Faro, Algarve - przepięknie wybrukowana uliczka
Faro, Algarve – przepięknie wybrukowana uliczka

Algarve nie daje się pokochać tak od razu, a wiele osób może w ogóle nie poczuć miłości do tej części Portugalii. Jest inna, z jednej strony przepiękna, a z drugiej też surowa – z ostrymi klifami i zimnym, chłodno przyjmującym turystów oceanem. Jednocześnie jest tak piękna, że jak znajdziecie w niej to co ma najpiękniejszego, swoją odmienność, wspaniałe wybrzeże, to zakochacie się tak jak my. Trzeba dać tylko sobie trochę czasu.

Więcej o odkrywaniu Algarve napiszemy wkrótce.

My jeszcze tu wrócimy!